Ariana | Blogger | X X
  • Liczba postów
  • Liczba komentarzy
  • Wyświetlenia

Obserwuj!

Twój tekst


2.10.24

Ostatni post w starym domu 02/10/24

 10:39

Jak zwykle piję kawę na mleku roślinnym, siedząc przy biurku i..

nie mogę uwierzyć, że jest to już ostatni post w moim pokoju i domu rodzinnym. Nie czuję nawet nostalgii.

Czuję jedynie radość i ulgę, że to już za mną. Ten rok był straszny, moja własna rodzina doprowadziła mnie do zażywania seronilu, wizyt u psychologa, psychiatry i psychodietetyka. 

Mam nadzieję, że już nigdy tutaj nie wrócę. 

Za to czuję jak wracam do siebie. Do mojego dietetycznego jedzenia, ćwiczeń i mojej rutyny. Wreszcie po tych 6 latach wracam do siebie. Wracam do Any. Bo to zawsze był mój jedyny prawdziwy dom. 

Trzymajcie za mnie kciuki, proszę.

Na dniach napiszę notkę z tym wszystkim co się działo, dla siebie. Żeby w chwilach zwątpienia do niej wracać i już nigdy tutaj nie wrócić.


7.6.24

07/06/22 10:58

 Daje update co u mnie, żeby potem móc do tego wrócić.

Od listopada do maja miałam wykupioną współpracę z dietetyczką i naprawdę wypracowałam ogromne postępy z kompulsywnym objadaniem się. Jednak wciąż ten problem pozostał. Głównie wieczorami bądź przy jakiś większych zawirowaniach życiowych. Tak mogłabym przejść na dietę 1000 kcal, ale naprawdę chcę to zamknąć i w tedy wracam do any.

Aktualnie mam miesiąc przerwy z dietetyczką, który chyba przedłużę do dwóch.

Wczoraj byłam u drugiego psychiatry w związku z kompulsywnym objadaniem się, oczywiście prywatnie. I naprawdę tragedia.. Wiecie jaką dostałam radę na wyjście z napadów? Żebym sobie kogoś znalazła, ożeniła się i miała dzieci, to to mnie uleczy. I za to zapłaciłam 250 zł.. Myślałam, że wciskania depresji, jak u poprzedniej psychiatry, gdzie nie mam żadnych objawów już nic nie przebije, ale jednak.

Na 17.06 mam wizytę u psychodietetyk w Ogólnopolskim Centrum Zaburzeń Odżywienia we Wrocławiu. I aż przeraża mnie skala nadziei jaką pokładam w tym miejscu. 

Moja matka w końcu po tych wszystkich latach zaburzeń odżywienia zaakceptowała fakt ich istnienia. Tylko, że teraz to już trochę za późno. 

Całe szczęście terapia z psycholog działa, ale bardzo powoli. 

Nie mogę się doczekać kiedy wrócę do any i do Was. Naprawdę tęsknie za tym miejscem i mam nadzieję, że znowu będziemy bardziej aktywni. 

Zresztą sądzę, że moda na wychudzone sylwetki powoli, powoli do nas wraca. 

Jedyne z czego się cieszę to moich genów i metabolizmu, bo przy tak potężnych napadach moja waga nie przekracza 54kg. To i tak za dużo, ale lepsze to niż 10 kg więcej i typowe sylwetki przy takich zaburzeniach. 

Kompletnie nie czuję tego bloga. Nie jestem z nim jakoś związana, mój poprzedni blog kojarzy mi się o wiele lepiej, ale znowu już nie utożsamiam się z tamtejszą nazwą, ech. 

Spinam się z walką o zakończenie tych cholernych napadów i wracam do Was. Trzymajcie się!

22.10.23

22/10/23 12:32 powrót grubasa

 Odważyłam się wejść na wagę o 11:52

Moja waga to 55,8.

A waga mojej matki to 54,6.

Obie jesteśmy po jedzeniu i to jak zwykle ona jest chudsza. 

Od poniedziałku miałam się zgłosić do psychodietetyka, ale szczerze mówiąc to boję się, że  na tej nauce jedzenia tylko przytyję a z taką wagą jest to totalnie nie do zaakceptowania. 

Do czerwca przyszłego roku musi być conajmniej te 4 kg mniej. Całe szczęście, że jest już zimno i nie trzeba nosić krórkich spodenek. 

Swoją drogą te obecne rozmiarówki to dramat. Niby mieszczę się w 34, 36 jest luźne, a w 32 wejdę. Ale do czego to prowadzi? Do niemal 56kg... Aż mam ciary przerażenia. 

Został mi tydzień urlopu i nie ma, że zdrowa dieta to, tamto. Na mnie to nie działa. Od jutra wracam do HSGD i zaczynam od 800 kcal, a dzisiaj do końca dnia herbaty, woda ( o której ostatnio zapomniałam..-kurtyna) i ewentualnie kawy z mlekiem.

Chce mi się po prostu płakać!

Wczoraj 1h ćwiczeń na macie, dzisiaj też musi wpaść conajmniej 1h!


27.6.23

27/06/23 wolny wtorek

 13:27

Dzisiaj wstałam o 7:50, jest troszeczkę lepiej niż w niedzielę. Ale dalej nie jestem zadowolona, bo naprawdę chciałabym wstawać o tej 6:00 w dni wolne. Z plusów, to wczoraj wieczorem po powrocie do domu ok 18:00 i ogarnianiu się woczorem nie przejadłam się tylko dlatgo, że ''juyto wolne to mogę'' tylko naprawdę jadłam normalnie. Z minusów nie wykorzystałam tego, że mam wolne następnego dnia i nie ćwiczyłam. Wczoraj wpadło tylko 9 190 kroków i ok 40/50 minut hula-hop.

Dzisiaj rano ok 11:00 na śniadanie zjadłam pół kostki sera chudoego, pół dużego avocado, cały dużuy pomidor malinowy i pół ogórka kiszonego. Teraz ok 13:30 wypiłam ''kawę'' z biedronki, a raczej napój kawowy z lodówki ok (170kcal). I nic nie zrobiłam oprócz hula-hop ok 1h, drzemek i tiktoka. 

I to jest właśnie mój problem. Ja do odpoczynku potrzebuję totalnego nic nie robienia, ale psychicznie wykańcza mnie świadomość braku produktywności jak w dniach pracujących- jestem prawie cały dzień poza domem, cały dzień zajęta, doskwiera mi brak czasu, ale dieta idzie świetnie, zmuszę się do ćwiczeń choćbym miała zdechnąć, ale w dzień wolny relaksuje mnie tylko to '' nic nie robienie'', które mnie stresuje (co za paradoks). Z drugiej strony jeśli się zawezmę to mam idealny produktywny dzień na wolnym i potem jestem już tak zmęczona do końca tygodnia pracującego, że prędzej czy później i tak czeka mnie ten cholerny napad. Bo tylko kiedy się objem to już nic nie robię, bo w tedy zamiast wyrzutów sumienia z powodu nic nie robienia  zabijają mnie wyrzty suemienia z powodu jedzenia.

Jestem już mocno głodna i nie bardzo wiem, co mam zjeść szczerze mówiąc. 

Ach, niedziela zakończyła się ogormnym żąrciem słodyczy oczywiście. Wytrzymałam do 18:30. 

Do potem.

kolejny dzień, 17:24

Chyba nie muszę dodawać, ze wczorajszy wolny dzień skończył się mega żarciem. Jeszcze gorszym niż w niedzielę. Nie mam pojęcia dlaczego w dni pracujące jem jak normlny człowiek, a nawet za mało, a w wolne dni zjadam wszystkie słodycze i pół chleba w pół dnia.

Do niedzieli. 

25.6.23

25/06/23 wolny dzień, niedziela

 12:16

W nocy słabo spałam, pół nocy przesiedziałam na telefonie. Ostatecznie wstałam o 8:10. Wpilam kawę, pokręciłam hula-hop ok 30 min. Potem za 20 minut miał zacząć się koncert online, który chciałam obejrzec. więc na szybko zjadłam 1 banana i pół jogurtu naturalnego. Teraz jestem już mega głodna. 

Waga z rana to 54,2. Aż wyć się chce. 

14


Mam nadzieję, że uda mi się tu pisać cały dzien. 

13:10

Garsc czeresni, 1 kromka chleb a żytniego, pół mozarelli light, pół pomidora, 1 zabeek cczosnku, wiórki czekoladowe z fantazji bez jog, 1 jajko na twardo, 5x łyżeczka miodu nisko słodzonego, kalafior różyczka x3, 1 jabłko , pół loda loda martello kanapkowy śmietankowy (92k)

Przegladalam tiktoka spałam, teraz wstałam i znowu jestem glodna (15:39)

23.6.23

23/06/23

 12:38

Na wadze 54,5. Za dużo. 

Niby zdaję sobie sprawę, że dzięki mojej budowie wyglądam ''chudo'', noszę xs i s. A w xxs i tak się wcisnę. Od każdego wokół ciągle tylko słyszę, aleś Ty chuda, a tyle jesz. Ale ja tęsknię za moim ciałem kiedy ważyłam 50kg. W tedy to było dla mnie za dużo, ale teraz wiele bym oddała, żeby do tego wrócić. 

Niestety jedzenie intuicyjne u mnie nie działa, bo waga ani drgnie. 

Nie mam wyjścia i muszę wrócić do liczenia kalorii, niestety. 

Obym w niedziele kiedy tutaj napiszę zobaczyła na wadze mniej. 

Trzymajcie się.

21.10.22

21/10/22

 14:19

Odzywam się tutaj pod koniec mojego dwutygodniowego urlopu. Zostały mi niecałe trzy dni. I chyba wreszcie zrozumiałam o co chodzi z moim objadaniem się. Może to cały czas była zła diagnoza.

Zawsze kiedy się objadam, dosłownie leżę w łóżku, nie sprzątam, teraz doszło nawet do tego, że czasami zaniechałam nawet zwykłego mycia się (o zgrozo). Ciężko było mi nawet pozbierać myśli w jedną sensowną całość, a co dopiero wstać i zrobić cokolwiek produktywnego. Dzisiaj w końcu wstałam i czuję jakby to był początek mojego nowego życia. Jednak muszę też się powstrzymywać, żeby nie wsiąść w auto i nie jechać na zakupy, bo na to mam ochotę. 

Naprawdę nigdy już nie chcę dopuścić do tego stanu. 

Żeby zdrowo funkcjonować, muszę codziennie ogarniać te podstawowe sprawy jak trening, self-care, jakieś ogarnięcie domu i gotowanie posiłków. Bo niestety zauważyłam, że brak gotowania też straszliwie mnie psychicznie deprecjonuje. 

Jestem tak wyczerpana po tych tygodniach egzystowania, jak nigdy nawet po najcięższych i najbardziej zawalonych tygodniach.

Myślę też, że w miarę jak wyszłam z niedowagi i moje ed w miarę ucichły pojawiło się coś gorszego. Coś jak to co opisałam wyżej. Nie wiem za bardzo jak sobie z tym poradzić, bo nie mam ani pieniędzy na psycholog, na nfz nie ma mowy.

Pojawił się też okres i stąd nagły wzrost wagi. Obym do poniedziałku zobaczyła chociaż pół kilo mniej.

Całe szczęście z poziomu początkującego w treningach nareszcie wchodzę na ten średniozaawansowany. 

Mam nadzieję, że częściej będę tutaj zaglądać. 

16.8.22

16/08/22

 9:43

Tak bardzo tęskniłam za tym miejscem. 

Mam nadzieję, że nareszcie wrócę tutaj na stałe. 

Póki co na nowo wdrażam się w ćwiczenia i nie mogę odżałować, że tak je odpuściłam. Bo dawniej ćwiczyłam naprawdę bardzo dużo. Skończyłam już 3 pełne programy treningowe dla początkujących i aktualnie skupiam się na brzuchu.

Powoli odstawiam czekoladę, ogrom owoców i wciąż wydaję za dużo pieniędzy. Naprawdę muszę to zatrzymać.

Zmieniłam kolor włosów, a

miesiąc temu pierwszy raz przebiłam uszy. Po ściągnięciu przebitek po 6 tygodniach, okazało się, że jedna dziurka jest w środku krzywa i rozerwana, tak, że nie da założyć się kolczyka. A obydwie dziurki są po prostu krzywe. Nawet nie mogę opisać mojego żalu i wściekłości. Dzisiaj będę dzwonić do salonu piercingu i trzymajcie kciuki, żeby tam mi pomogli.

30.5.22

30/05/22 19:14

W sobotę dostałam okres. Był to też mój wolny weekend. I chyba gorzej być nie mogło. Gdybym jeszcze pracowała tę sobotę na pewno nie zaliczyłabym aż takiego wielkiego żarcia-okresowego. Nie wiem jak to nazwać. Bo chyba nie bardzo napadem. Ja po prostu ZAWSZE w dzień okresu czuję taaaak wieeeeelki głód! I przepadłam tamtego dnia. Masa słodyczy, wafelki, czekolady z 2,5 tabliczki.., ciastka, chleb- całe szczęście ten razowy i bez bułek, tofu, ogórki kiszone. Targedia. Najbardziej żal mi tej niedzieli. Bo chociaż głód też był wielki, to jednak myślę, że odrobinę mniejszy i mogłam się bardziej postarać i zjeść mniej.

Wstyd mi strasznie. Bo przed okresem już naprawdę widziałam różnicę w tych znienawidzinych udach, które zawsze spadają ostatnie, a teraz znowu się cofnęłam! 

Moje ramiona, brzuch to rozmiar 32/34/ luźne 36, ale uda!! Tragedia! 36 normalnie, a 38 luźne, reszta na szczęście jest za duża na ten okropny dół, ale i tak wciąż! Tak marzę o 34/32 w udach..

Reszta mojego ciała jeszcze ujdzie na lato, ale uda..To jest tragedia! Tak mi wstyd! A jeszcze tylko jutro i urlop do końca tygodnia. Ciężko widzę jakiekolwiek wyjście z domu. 

To jest mój pierwszy urlop w miesiącach letnich od 5 lat. Ostatnie takie dłuższe wolne miałam podczas moich ostatnich wakacji. Czuję straszną panikę, bo mogłam ten urlop jednak inaczej rozplanować.

Poprzedni tydzień był idealny. Jeden dzień głodówki, jeden dzień na płynach (może liczyć jako dwa dni głodówki, ale nie wiem) 1600 i 2 dni ok 1800. A potem weekend i okres. Dzisiaj wchodzę już na 1800, ale patrzeć na siebie nie mogę!

Ciężko jest. Naprawdę chcę już wrócić do mojej wagi na którą tak narzekałam- 51 kg.

Do tego znalazłam nową inspirację- Marta Dyks. Jej nogi są idealne! Wiele bym oddała za takie nogi i uda! 

Naprawdę nie wiem co mi odbiło z tym urlopem w czerwcu- krótkich spodenek nie założę. Nie ma mowy! 


20.5.22

20/05/22 12:00

 Przedwczoraj zjadłam ok 600 kcal. Kajzerka z makiem i dwa skyry pitne mango-marakuja. A wczoraj zaliczyłam epicki napad. Wstyd mi w ogóle pisać takiego posta, ale nie będę kłamać. Najgorsze jest to, że mój napad zaczął się po południu. W pracy zjadłam sałatkę, żeby uniknąć dalszego jedzenia. Wróciłam do domu i ok 22:30-23:00 znowu miałam napad na same słodycze- czekoladę, wafelki i ciastka. Tragicznie się czuję po tym psychicznie. Dobrze, że wczoraj wpadło mi 40 min treningu na macie i 30 min hula-hop.

Dzisiaj planuję ok 1800, na razie zjadłam dwa posiłki. Zrobiłam tylko 17 minut na macie z youtube. Jeszcze dwa dni w pracy i wolne. 

Mam nadzieję, że u Was jest lepiej. 

18.5.22

18/05/22 10:16

 Dzisiaj to jednyny dzień w całym tygodniu, kiedy jestem kompletnie sama cały dzień. Kiedy wrócę z pracy ok 22:30 od razu idę się myć i spać. Sami przynzjacie, że brzmi to jak idealny dzień na głodówkę. Strasznie mnie kusi.

Musiałabym wyrzucić tylko trochę jedzenia, bo naprawdę nie mam siły na wysłuchiwanie ''co ty jadłaś''. I mam nadzieję, że w pracy będę mieć pracę umysłową jak w poniedziałek, a nie fizyczną, bo ciężko widzę moją głodówkę.

Przedwczoraj było hula i 10 km na rowerku stacjonarnym. Wczoraj miałam pierwszy poważny dzień ćwiczeń. Zrobiłam 40 minut ćwiczeń cardio, a do tego 40 min hula-hop. Wreszcie na macie! Chociaż moja duma umiera, bo to tylko poziom początkujący, a ja zawsze robiłam po 2/3 treningi dla zaawansowanych, ale po dwuletniej przerwie niestety nie jestem w stanie od razu wskoczyć na taki poziom.

Jedzeniowo też jest ok, przez te dni kiedy nie pisałam jadłam 1800-1600. I tylko raz wpadły 3 kostki gorzkiej i jeden baton, ale wszystko w bilans.

Co do rowera.. Na dworze jest teraz idealna pogodoa na rower, ale jadąc autem po moim zadupiu w tym sezonie już kilka razy przebiegły mi po dordze jelenie i sarny. A są to te same drogie, po których robiłam te ok 15/17 km rowerem. Jest jeszcze jedna droga, ale tam spacerowali ludzie i dosłownie wczoraj o mało nie doszło do tragedii kiedy z pól wyleciał dzik. Dawniej naprawdę tych dzikich zwierząt nie było, aż tak dużo. Teraz to już prawie norma. I dlatego po prostu boję się jeździć tam rowerem. I chyba dlatego zostanę jednak przy moim rowerku stacjonarnym. Sama sobie na kolanach dziękuję, że kupiłam go kilka lat temu. Bo bez rowera chyba bym oszalała. 

Za godzinię miałam rozpocząć okno żywieniowe, ale sama nie wiem..

Denerwują mnie te moje długie notki.

Trzymajcie się!


15.5.22

15/05/22 9:39

 Nie wstałam dzisiaj wcześniej i zrobiłam od rana tylko 1h hula-hop. Mam nadzieję, że jutro wstanę wcześniej, bo takie wstanwanie od rana od razu poprawia mi humor na cały dzień. Nie ważne co się potem wydarzy.

Czuję się tak strasznie grubo!

14.5.22

14/05/22 20:38

 Ostatni post wleciał tu w niedzielę, czyli 6 dni temu. A miałam być taka regularna, ech.

To był mocno średni tydzień. W poniedziałek 1800 i to był najlepszy dzień pod względem jedzenia. We wtorek zaliczyłam emocjonalne całodniowe żarcie z powodu mojej rodziny+ kilka złych sytuacji w pracy, z którą powinnam się skontaktować, ale ostatecznie tego nie zrobiłam. I sama nie wiem czy to dobrze, czy źle. Kiedyś tu nadrobię ten temat, bo to temat rzeka. W środę była głodówka na płynach. W czwartek od rana zjadłam trochę słodyczy, ale potem już się ogarnęłam i wpadły mi 3 posiłki. Więc średnio. Wczoraj w piątek była głodówka- chociaż nie wiem czy ją zaliczyć bo wypiłam dwa skyry, czekoladę z automatu, capuccino, kakao x1, moccę x1 i sok pomidorowy + kawy na mleku i woda. Dzisiaj zjadłam 1756 kcal. I już nie mam sił na ćwiczenia, sprzątania nawet nie ruszyłam. Zostawiam to na jutro. 

I sama nie wiem jak mam ocenić ten tydzień. Chyba jednak średnio słabo.

Niby jestem szczupła, ale cholerne uda są ogromne!

Nie mam siły, ale idę poćwiczyć. Jak na razie tylko dwa dni na rowerku i jeden trening na macie. 

Mam mega wyrzuty sumienia, że nic nie sprzątałam, tylko zjadłam, ogarnęłam się i spałam po pracy. Jednak u mnie ten kult matki, która zawsze wszystko musi posprzątać, zrobić dla innych mega mi ciąży.

To lato będzie straszne, te uda mnie przytłaczają. Chciałabym już jesień. Lato dosłownie boli moją psychikę.

Trzymajcie się!


8.5.22

08/05/22 22:57

 Padam na twarz, ale muszę zacząć pisać te notki pod koniec dnia. 

W piątek zaliczyłam cały dzień żarcia słodyczy- więc brawo dla mnie.

W sobotę byłam cały dzień na płynach, ale w pracy zjadłam bułkę słodką i batona, bo byłam na przerwie z innymi osobami i już nie chciało mi się wysłuchiwać o tym jak nie jem. Ale wszystko spaliłam, bo tego dnia ciężko pracowałam fizycznie. Całe szczęście!

Dzisiaj zjadłam ok 1600 i na rowerku jeździłam ok 1h+ spacer ok 1 km.

Napisałabym więcej, ale nie mam sił. Dobrze, że w ogóle odezwałam się wieczorem.

Trzymam za Was mocno kciuki i powodzenia!

6.5.22

06/05/22 11:52

 Jest 11:52 a ja jeszcze nic nie jadłam. Wpadła tylko kawa z mlekiem i piję kawę w proszku w kubku. Nie mam dzisiaj weny do jedzenia. Pospałam do 10:30, wow! Pokręciłam hula-hop 30 min i na dzisiaj to tyle. Bo mam straszne zakwasy, a jeszcze praca.

Nie wiem czy w ogóle coś jeść. Ciągnie mnie do głodówki- chociaż tej pół głodówki na samych płynach. Ewnetualnie jeśli będę z kimś na przerwie to kupię jakąś bułkę i ją zjem, ale obym była sama.

Nie wiem co robić z jedzeniem w domu. Czy wybrudzić naczynia i garnki i potem część pozmywać i udawać, że coś jadłam, czy zostawić wszystko tak jak jest? W ciągu miesiąca będzie to moja trzecia głodówka (jeśli się uda) i nie chcę, żeby matka coś zauważyła.

Co do komentarzy- to nie do końca jest to tak, że mi zazdroszczą. Bo naprawdę nie sądzę, żeby mieli w ogóle czego XD. Gdybym serio była taka fancy, to przecież nie pisałabym tego bloga, żeby stać się lepszą wersją siebie. Wynika to raczej z mojej zerowej umiejętności ''w gadki-szmatki'' i innych czynników. Dlatego tak mnie to martwi. 

Wczoraj ostatni posiłek skończyłam jeść o 17:00, więc super.

Stresuje mnie dzisiejszy dzień, bo sama nie jestem pewna czego się trzymać. Głodówki na płynach, zjedzenie czegoś w pracy, a może czegoś przed pracą- bo jednak przydałoby się trochę energii. Ale tak nie mogę patrzeć na to wstrętne ciało!

Strasznie mi głupio, że tak licznie komentujecie moje posty, a ja wciąż nic, ale naprawdę czytam wszystko na bieżąco i przysięgam, że naprawdę wbiję się w ten rytm komentowania.

Miłego dnia!

5.5.22

05/05/22 10:19

 Jestem wściekła, naprawdę! Wczoraj w pracy poszłam na przerwę jako ostatnia! Koleżanki które się odchudzają poszły na przerwę już ok 16/17, więc mega fajne okno żywienuiowe im wyszło. A ja szłam dopiero o 19:00. Kurtyna. Zdenerwowałam się i nie zjadłam nic! Wypiłam tylko kawę z mlekiem i kubek ciepłego mleka waniliowego. Niby powinnam żałować tego mleka waniliowego, ale raczej nie powinno mi zaszkodzić. Tym bardziej, że pominęłam też 5 posiłek i łącznie zjadłam ok 500/600 kalorii mniej z 1800. 

Dzisiaj poćwiczyłam 50 min hula-hop+ 25min na macie. Ugotowałam obiad, drugie śniadanie i nie wiem co zrobić z tą sałatką z wczoraj.. Też nie bardzo uśmiecha mi się wyrzucać aż tyle jedzenia. Ale jeśli wezmę to do pracy to raczej już się nie da do zjedzenia jeśli znowu pójdę na przerwę tak późno. A niczym nie będę tego zastępować, bo nie mam tam wagi i nie będę znowu wyliczać tych wszystkich kalorii jak robię przy gotowaniu. Dosłownie gotuję z wagą i kalkulatorem w ręku. Ale nie narzekam. Figura wymaga poświęceń. 

Chyba, że wzięłabym do pracy obiad. Ryż z warzywami, ale naprawdę odrzuca mnie na myśl o jedzeniu obiadu w pracy. 

Czuję i widzę, że schudłam, ale nie chcę się na razie ważyć. Nawet matka powiedziała mi wczoraj, aleś ty chuda! ale co się dziwić jak moje okno żywieniowe rozpoczęło się od 14:00 zamiast od 16:00. W pracy jest trochę średnia atmosfera. Kiedy przytyłam rok temu, to w kółko tylko słyszałam, żebym nie chudła.

I widzicie, tak to jest. Moje relacje z ludźmi są bardzo dobre kiedy ja czuję się tragicznie w swoim ciele. ale kiedy ja czuję się dobrze w moim ciele, co przekłada się na moją pewność siebie i dobre samopoczucie to zaraz tworzą się grupki obgadujące mnie. Kiedyś wam tu podam masę przykładów.

Drażni mnie to okropnie.

Chcę wypróbować to if- post przerwany, który jest tak popularny u mnie w pracy. Zjem coś o 11:00 i obym domknęła się do 19:00 z jedzeniem, bo jeśli nie to raczej sobie daruję ten posiłek w pracy.

Wciąż oczywiście dążę do pisania wieczorami. Wszystkie Wasze blogi czytam na bieżąco, chcę je po prostu komentować wieczorami. Mam nadzieję, że zrozuimiecie.

Obym odezwała się wieczorem. Trzymajcie się!


4.5.22

04/05/22 11:08

 Strasznie ciężko wbić mi się w te wieczorne pisanie. Wieczorami kończę się ogarniać ok 23/23:30. Zwłaszcza w tym tygodniu kiedy pracuję do 22:00. Chociaż ta 23+/- to zwyczajna pora mojego spania nie ważne o której wstaję. Obym dzisiaj po pracy się tutaj odezwała, ech.

Ostatni post był 30.04 i była to głodówka. 01.05 zjadłam ok 1300 kcal, w poniedziałek ok 1600, wczoraj 1800+kawy z mlekiem. I wczoraj wpadł mi niestety donut na 230 parę kalorii z tych 1800 i strasznie mi z tym źle, bo mogło być to coś zdrowszego, ale z drugiej strony skończyłam na tych 230 kaloriach śmieciowyach i nie polaciałam dalej, a dzień domknęłam wg planu. Ale sama nie wiem już jak mam rozpatrywać ten dzień..

Dzisiaj też planuję ok 1800. Szkoda, że jem dopiero pierwszy posiłek o 11:00, ale trochę mi się przysnęło, niestety.

Wczoraj wpadło ponad 17 km na rowerku stacjonarnym w 45 min+ 30 min hula-hop. Dzisiaj niestety tylko 30 min hula-hop. Tylko w poniedziałek zrobiłam jeszcze 30 min treningu na macie. A myślę, że na moje skinny-fat ciało ten rodzaj treningu jest najważniejszy. Więc trochę klapa. Zobaczymy jak to będzie dalej.

Wieczorem postaram się odezwać! Trzymajcie się!

30.4.22

30/04/22 20:26

 Dzisiaj jestem na kilku kawach z mlekiem, jednej caffee mocha, jednym soku pomidorowym,wodzie i wodzie koksowej! Ja uznaję to za głodówkę, bo niczego nie zjadłam. 

Mam nadzieję, że zanotuję tutaj kiedyś idealną głodówkę, ale jak na mnie i tak jest super. Jestem z siebie dumna! Mam nadzieję, że niczego nie schrzanię chociaż do północy.

A z czasem wypracuję idelną głodówkę.

Dzisiaj drugi dzień okresu i oby skończył się jak najszybciej, bo już mam dość.

28.4.22

28/04/22 18:29-20:02

 Lato, dni coraz dłuższe. Ostatnio mam dobry czas- wszystko bądź większość ogarniam. Wbrew pozorom to bardzo niebezpieczne! Dla mojej diety!

Zawsze kiedy mam dobry okres w życiu to trzymanie diety przychodzi mi z trudem, albo w ogóle o tym zapomniam. Wracam z podkulonym ogonem kiedy zaczynają się problemy. Mam nadzieję, że nie tym razem. 

Lato też nie sprzyja mojej diecie, dni są długie, a to wydłuża moje okno żywieniowe. Kiedy szybko robi się ciemno, ja szybko kończę jeść. Odchudzanie w zimie jest łatwe i przyjemne, ale w lato jest bardzo ciężkie. Zdecydowanie do ogarnięcia.

Kocham przecież przestrzegać moich posiłków, uczucie głodu. Nie mogę o tym zapominać.

W poniedziałek, wtorek i środę ćwiczyłam cardio. Dzisiaj już odpuszczam. 30 min hula i ponad 3 tys kroków. Ok.

Miałam dzisiaj wrażenie, że spodnie były luźniejsze, ale przed nami weekend majowy, więc lepiej nie zapeszać. 

Szkoda, że jest nas tutaj tak malutko. :(

Mam nadzieję, że w końcu ogarnę pisanie tutaj wieczorami. Do potem!

Od rana:

1)owsianka z banaem i truskawkami

2) sałatka z pół woreczkiem ryżu i warzywa

3)smoothie z truskawek i pół banana

4) 10 gram orzechów i 12g żurawiny

i niestety teraz o 20:00 zjadłam 5) dwa jajka na twardo i pół pomarńczy. Pogratulować po prostu! Po co mi to było!

27.4.22

27/04/22 9:17

 Padłam po wczorajszym dniu i nie dałam rady napisać wieczorem. Najpierw praca, potem zakupy, do dziadków, tam okazało się, że przepisali dziadkowi lek, na który jest uczulony. Dobrze, że to zobaczyliśmy, bo aż strach myśleć. I do wieczora dzownienie, jeżdżenie i załatwianie zamiennika. Naszczęście noc była spkojna, uff! Kamień z serca!

Wczorajszy dzień skończyłam na 642 kcal. Jak na mnie jest to baaaardzo mało. Nawet tego nie planowałam.

Dzisiaj wracam już do 1800 kcal.

Wczoraj znalazłam dwie pary spodni, które kupiłam 2 lata temu i w mniejsze nie jestem w stanie się dopiąć. Wow, zabolało.

Wieczorem mierzyłam obydwie pary i nie dopięłam się w żadne, ale rano na szczęście (chociaż z problemami) weszłam w rozmiar 34. 32 jak na razie nie są dla mnie osiągalne. W udach wchodzę na luzie, ale przez oponkę pod pępkiem i boczki już się nie dopnę. Już zapomniałam jakie to uczucie nie wchodzić w spodnie. Szok i ból, ale motywacja do walki jest!

Dzisiaj mam wolne ale jadę do miasta na zakupy, więc tyle z mojego odpoczynku. Do wieczora!