Ariana | Blogger | X X
  • Liczba postów
  • Liczba komentarzy
  • Wyświetlenia

Obserwuj!

Twój tekst


29.8.21

30/08/21

 7:26

Ciągle myślę o dalszym robieniu tej matury. Myślę o tym w kategorii marzenia, spełnienia i celu i tej pustki którą się czuję, bo czegoś Ci brak. Racjonalnie wiem, że podjęłam dla mnie bolesną, ale dobrą decyzję z zawieszeniem tego na czas nieokreślony. 

To co mnie boli to to, że kiedy wciąż mówię do matki o tym, że raczej z tego zrezygnuje ona mówi do mnie: ''rób jak chcesz, nie moja sprawa.'' Czyli standardowa wyjebka, tak jak całe życie, ale.. jej mowa ciała, samo zacisaknie szczęki itp jasno wskazują na to, że ona nie chce żebym ja to kontynowała! Bo chodzi o pieniądze, bo tutaj mówi ''rób jak chesz z maturą'', a za chwilę jęczy o tym, że lodówka i drzwi do wymiany. Przecież ja o tym doskonale wiem! Naprawdę nie potrzeba mi tego tysiąc razy powtarzać. To ja się dokładłam do jej auta, to ja dałam więcej kasy na kupno nowej pralki i pewnie to ja dam więcej kasy na nową lodówkę i drzwi (oby tylko nie całość). Bo ona nie zmieni tej swojej cholernej pracy, gdzie gówno jej płacą. Bo za bardzo się boi, bo trzeba mieć choć krztę pewności siebie i swoich umiejętności, zeby się na taki krok zdecydować.

Przeraża mnie to jak ja mogłam przez tyle lat ją podziwiać i jeszcze jej bronić. Skoro ona i tak jest broniona przez wszystkich. Jak mogłam żyć z takimi klapkami na oczach?

I dokskonale wiem, że ona poczuje ulgę i może radość, kiedy w końcu się dowie, że nie będę kontunować nauki. Nasuwa mi się tylko jedno. Szmata!

I tak jestem pewna, że ona też ma ed. Jakiś czas temu przytyła i wyglądała tak jak większość kobiet w mojej rodzinie. Teraz znowu schudła. Nie chce mi się na razie tego opisywać jak ona je i całej tej otoczki, może kiedyś. I mam taką motywację, żeby być jeszcze chudszą od niej! Chociaż racjonalnie wiem, że to ja jestem zgrabniejsza, ale nie chudsza. Spoko, będę. Mam teraz- dzięki niej czas. Jeśli schudnę do mojej starej wagi, ona znowu będzie płakać. Teraz już wiem, że to nie łzy troski, a zazdrości. W żadną troskę z jej strony już nie uwierzę. Ona jest w ogóle do tego zdolna?

Moja jedna koleżanka też jest aktualnie na diecie pudełkowej 1500 kcal, ja niedługo zacznę, więc G. pewnie pójdzie za mną. I w sumie spoko.

Kiedyś chyba Panna A. poruszyła temat zapalników na napad. I u mnie są to definitywnie rurki z kremem. Wstyd, ale to właśnie zawsze rujnuje moją dietę. Cała reszta może nie istnieć. Ma ktoś z Was może jakiś sposób jak się ich konkretnie pozbyć? Sama myślę, że to dlatego, że być może jem zbyt mało tłuszczy. Od lat nie jem mięsa, a smażyć na oleju, dodwać zdrowych tłuszczy do surówek itp też się po prostu panicznie boję, czystego masła nie tykam, ze względu na ten tłuszcz. A te rurki z kremem mają bardzo wyskoą zawrtość tłuszczy. I wiem, że to bez sensu, że boję się samego masła w kostce, ale rurek z kremem gdzie to masło też jest już nie, ale tak jest. Jak mogłabym zerwać z tymi cholernymi rurakmi?  Bo ja już tracę nadzieję.

Zaraz muszę dzwonić do pracy i prosić o zmianę grafiku, a potem na 15:00. I całe szczęście, przynajmniej tyle spokoju dla mnie.

Trzymajcie się!

*już mi trochę lepiej po ten notce, gdzie wylałam swoją wściekłość. 

PS.: wie ktoraś z Was co z Olcią? Olcia jeśli to czytasz, to strasznie mi tęskno za Twoimi wpisami!





24.8.21

24.08.21

 14:04

Wróciłam z poprawki. Moja ostatnia sznasa na zdanie matmy, bez pisania tego od nowa. 

To było jeszcze gorsze niż to w maju. Wszystko pozostawiałam puste, resztę poszczelałam. Nie spodziewałam się, że aż tak mnie to pokona. Zmiotło mnie. Dosłownie.

Nie wiem, jak na ten moment. Odpuszczam maturę. Bo nie stać mnie na wydanie wszystkich oszczędności. A co jeśli posuje mi się auto, będę musiała się nagle wynieść z domu ( Ci którzy mnie czytają to wiedzą) albo wypadnie coś innego. Tfu, tfu. Ale nie mogę tak bardzo ślepo iść w jeden cel.

Mam nadzieję, że moja sytuacja finasowa się poprawi i za rok zacznę naukę od nowa. A tymczasem sama będę uczyć się angielskiego i ogarniać lektury na spokojnie. Ewnwtualnie matma x1 w tygodniu na podstrzymanie. Nie wiem, zoawsze to chyba jakiś plan, prawda?

Co do diety to tragedia, ale powoli, powoli się ogarniam. 

Trzymajcie się.

Moje ręcę po latach ed trzęsą się niemiłosiernie. 

19.8.21

20/08/21

 6:22

57.1 kg

To jest moja najwyższa waga od 5 lat. Jestem przerażona.

Najbardziej wkurza mnie fakt, że ta ''koleżanka z pracy'' która tak chce się ze mną zakoleżankować zacznie ode mnie odgapiać kiedy ja zacznę się odchudzać. Bo ona wszystko ode mnie odgapia. Wszystko.

A naprawdę ostatnie co zamierzam robić to albo jej pomagać albo z nią współpracować.

Pomocy?

Robię miesiąc bez słodyczy i mam nadzieję, że chociaż 2kg min zleci. Błagam. + dalej ćwiczę i rowerek.

A do tego matura i dam radę. 

15.8.21

15/08/21

 18:39

Miałam pisać regularnie, a wyszło jak zwykle. 

Nie wiem sama co chcę tu napisać, jak mam to napisać i co dalej robić.

Do poprawy matury zostały mi dni, a ja i moje dwie korepetytorki wiemy doskonalne, że do sierpnia się nie wyrobię. Maj 2022 jak najbardziej jest do ogarnięcia, ale w tedy będę musiała pisać całą maturę od nowa. I w zasadzie decyzja jest już podjęta. Wczoraj kupiłam zeszyty i 2 książki z opracowaniem lektur do matury+ w domu mam jakąś z zadaniami z analizy tekstu. Materiałów z angielskiego mam mnóstwo, matmę będę robić na bieżąco. I z jednej strony cholernie się boję, bo to jest masa czasu, do tego praca, treningi, dieta, kpop, czytanie i życie, ale z drugiej..

strasznie się cieszę! I nie mogę się doczekać i to uczucie we mnie dominuje. W dodatku głęboko w sobie mam pewność, że to pomoże mi w diecie i nie myśleniu o jedzeniu, zawsze tak było. Dlaczego teraz ma być inaczej? W dodatku nie będę czuła tej cholernej samotności!

Kiedy nie pisałam był już nawet moment, że przez tydzień/dwa nie miałam żadnych myśli z ED, ale w tedy moja samotność i brak jakiejkolwiek umiejętności rozmowy z ludźmi- zwłaszcza na żywo tak mnie uderzyły, że szybko wróciłam do moich schematów chorobowych. I myślę, że o to chodzi w moim ed- to jest moja największa ochrona przed samotnością. I z całego serca jej za to dziękuję.

Paradoksalnie w pracy jedna dziewczyna tak strasznie chce się ze mną zakoleżankować! Tak strasznie! a ja chyba nie chcę, bo jednak jak mam zaufać komuś kto kiedyś bez żadnych hamulców podkładał mi kłody pod nogi i chciał mojego odejścia z pracy? Rozmawiam z nią, mówię cześć, ale tutaj nie będzie niczego więcej, absolutnie. Sytuacja jest taka, że wszyscy są tam ''rodziną'', a ja muszę to ogarnąć tak , żeby nie wyjść na sukę. Powodzenia dla mnie.

Moja przyjaźń z G. już całkiem się wypala. Czym batrdziej ja idę w maturę i kpop tym mniej mamy ze sobą wspólnego. Strasznie mnie to boli.

O znajmości z K. to nawet nie chce mi się mówić, może kiedyś.

Co do diety to na razie mocno ohgraniczam słodycze, jem dużo, ale zdrowo. Ćwiczę regularnie. Mam świadomość, że naprawdę moja figura nie jest zła, ale zawsze przecież może być lepiej, prawda?

Leki od dermatolog działają średnio. A i jestem strasznie zawiedziona, że nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o kpop i BTS- bo jednak naprawdę mnie to relaksuje, a masa osoób ma tam swoich bliskich znajomych, ja jak zwykle sama.

Mam świadomość, że wypadałoby wybrać się z tym do psycholog, ale to dopiero jak zdam maturę. Bo teraz już się nie cofnę. Nie ma opcji.

Sama sobie objecuję, że będę pisać częściej.

Dziękuję Wam bardzo za komenatarze! I jestem naprawdę w szoku po tym jak to zobaczyłam, że tak się mną interesowałyście! Dziękuję Wam bardzo! Jesteście tak kochane!

Trzymajcie się.


26.7.21

27/07/21

 07:28

Wczoraj wieczorem, w nocy, dzisiaj rano uświadomiałam sobie coś tak strasznego, że aż trzęsą mi się ręcę i po tysiąc razy poprawiam tekst. 

dzień zero.

18.7.21

19/07/21

 7:31

O 4:31 dostałam sms z pracy, że mam zmianę w grafiku i MAM DZISIAJ WOLNE, zamiast w środę. DZISIAJ O 4:31. Wiadomo byłam zajebiście wściekła! Ale jak zawsze wierzę, że nic się nie dzieje w życiu bez powodu i tym razem mnie to nie zawiodło.

Miałam w środę spotkać się z K. (jedną z dwóch moich koleżanek) która przyleciła na urlop z zza granicy. Więc piszę jej zaraz, że mam w środę po południu lekcje matmy (tak tej której mam mieć poprawkę! i za rok od nowa) i trochę ciężko bo pracuję do 17:00, a już do czwartku jestem na wszystko poumawiana przed i po pracy i mam wszystko fajnie zaplanowane. W dodatku kompletnie nie mam owoców w domu, bo planowałam kupić je dzisiaj i jestem wściekła. A ona do mnie: ''To trzeba było nie odczytywać 💁''

I tyle. I T Y L E. 

Nie wiem jak Wy, ale ja to odebrałam jako totalne chamstwo i brak szacunku do mnie. Bardziej mnie to zabolało niż ta zmiana w grafiku i powiedzenie mi tego dzisiaj o 4:31 rano. W sumie to aż się nawet ucieszyłam, bo w środę nie zamierzam się z nią raczej widzieć.

Tym bardziej, że dziewczyna pracuje za granicą w fabryce, tylko na nocki- bo tak pracują obcokrajowcy, raczej powinna minimalnie mnie zrozumieć. Czy to ja jestem przewrażliwiona? Do tego ona znając moją sytuację w domu (wiecie jak jest u mnie z bratem i matką) nie potrafi zrozumieć, że ja NIE MOGĘ rozmawiać przez telefon na normalnej rozmowie- tylko muszę to wcześniej zaplanować i ogarnąć. I u mnie najlepiej sprawdzają się głosówki i tekstówki, bo odpiwdam jak mam czas i jak jestem sama. Z G. rozmawiam tak przez telefon raz na miesiąc/ kilka m-cy i nie ma problemu. Bo ONA TO ROZUMIE. Gdyby tylko rozumiała moje ed, ech.

Dla porównania miałam w to lato na 2 dni pojechać do G., ale odwołałam to przez niezdaną maturę, złe samopoczucie i brak czasu. I ona kompletnie to zrozumiała i daje mi czas.

Więc podsumowując czym dłużej o tym myślę tym bardziej cieszę się, że tak wyszło, bo mam fajną weryfikację.

A myślę, że kiedy będę pisać i uczyć się do CAŁEJ matury fajnie mi to zweryfikuje całą resztę osób w okół  mnie.

Ze złych rzeczy bardzo pogarsza mi się wzrok, więc suple, suple, dieta i ćwiczenia, bo sama siebie oślepię. Z opisu jest to totalnie DME i to też podekrzewała u mnie okulistka, więc mylić się nie mogę. Nawet miałam skierowanie na to badanie, ale przez pandemie straciło ważność, a potem już nie mogłam się doprosić. No trudno, pójdę prywatnie. Nic mnie tak nie przeraża jak utrata wzroku. Nic.

Dlatego koniec ze słodyczami, cukrem, przetworzonym żarciem i brakiem ćwiczeń. To jest na pierwszym miejscu. Potem matura. I nie, nie złamię się. Bo tu chodzi o moje jedyne oko, które ma te objawy, bo drugim nie widzę od urodzenia.

Dzisiaj notka będzie edytowana cały dzień i będzie tasiemiec z tego posta, ale mogę.

Miłego dnia!

9:38

@therafosa 

W takim razie ona ma gorszy humor codziennie, to nie jest pierwsza taka akcja. Ja z mojej strony, wychodziłam w styczniu/ lutym na mróz, śnieg na pole, żeby z nią rozmawiać. Marzłam, a ona spóźniała się 1h lub pół h, ale ok raz można wybaczyć. Potem to znowu ja rozmawiałam z nią po pracy w nagrzanym aucie, bo chodząc traciłyśmy połączenie. Niezliczę ile razy się spóźniała, bo zaspała. A poza tym tak ciężko jest nagrać głosówkę, albo odpisać na to co ja napisałam? Ale ona tak nie zrobi, tylko rozmowa video i koniec. I dlatego cieszę się, że tak się dzisiaj stało. Bo definitywnie rzucam to toksyczne gówno i mogę być tylko zła na siebie, że tak długo to ciągnęłam. Dziękuję Ci za troskę kochana, serio, szczerze, ale mam też prawo być wściekła w takiej sytuacji.

1. 2x garść truskawek mrożonych, 2x garść brzoskwiń mrożonych, 1/4 jogurtu sojowego, garść otrębów, 2 garście orzechów laskowych i dużo siemienia bo nie mam bananów, a poza tym na wzrok przy dde orzechy są zalecane i faktycznie czym zdrowiej i w ten sposób jem tym lepiej widzę. I cieszę się, że dostrzegłam tę zależność pomiędzy moim wzrokiem, trybem życia i odżywieniem. 

16.7.21

16/07/21

 18:10

Miałam tu pisać regularnie i co? Ech..

Na wstępie. Matmy nie zdałam, ale mój wynik to 27%! Tak blisko! Naprawdę wolałabym już to napisać na te przewidywane ok 11/14%- mniej by bolało. Spróbuję w sieprniu ale wątpie, żeby coś z tego wyszło, bo sama dopiero teraz zaczęłam widzieć jakie błędy robię i czego mi brakuje ( to jest wielki sukces z moją dyskalukią! Ale praca nad tym potrwa z 2 czy nawet 3 lata). Raczej nie będę odpuszczać tej matury, ale proszę nie piszcie mi nic o tym w komenatarzach. Po prostu to pomińcie.  Tak naprawdę na tym etapie będzie dla mnie lepiej, a i tak będę do tego wracać.

Dzisiaj się zaszczepiłam, nie wiem mam mieszane uczucia. Ręka minimalnie mnie pobolewa, ale chyba jak po każdej szczepionce. Zresztą nie mam czasu na jakieś umieranie, bo muszę jeszcze dzisiaj poćwiczyć.

Brat pracuje od lipca i w domu jest o wiele lepiej, bo albo jest w pracy, albo śpi, albo na imprezach, a te krótkie momenty w których jesteśmy w domu razem mam spokój.

O wakacjach nawet nie marzę, kupno nowej pralki 80% wkład był mój oczywiście, teraz jeszcze wymiana drzwi. Brat się nie dołoży, nie z rtakim trybem życia i z tak rozwalonym autem, a matka pracy nie zmieni. Do tego korki, ale to ok. Przynajmniej zajmują mi czas.

Za to z matką gorzej, znowu się do mnie klei. Ale tylko z pierdołami i rzeczami pozytywnymi, kompletne odcięcie kiedy ja mówię o moich problemach. Dzisiaj przed szczwepionką ona panikowała i oczekiwała, że ja ją pocieszę? Może w końcu coś do niej dotrze jakie to uczucie być odrzucanym w takich stanach emocjonalnych.

Od kiedy dowiedziałam się o wynikach, czuję się jeszcze bardziej samotna niż zwykle. Od mojej ''najlepszej'' przyjaciółki kiedy wysłałam jej głosówkę (bo ciężko nam się złapać- no życie) to ona napisała mi tylko, że szkoda itp. I już się kilka dni nie odzywała, póki nie napisałam, że się jakoś pozbierałam. I jednak boli mnie to w chuj, bo liczyłam na jakąś głosówkę/telefon, no ale jak widać przeliczyłam się. Za to bardzo naciska mnie na to, żebym do niej przyjechała ( a to drugi koniec Polski) nawet na 2 dni. Jak ja mam już cały urlop na ten rok wybrany przez maturę, tutaj poprawka w sierpniu itp. ale NIE, BO KIEDY JA DO NIEJ PRZYJADĘ. lol Dochodzi też kwestia jedzenia tam- ale to w innym poście. Strasznie mnie to boli.

Co do drugiej koleżanki K. ona już lepiej zareagowała, będę się z nią widzieć w przyszłym tygodniu, ale myślę, że coraz nam dalej do siebie. I też to jest temat na inny post.

Oprócz nich nie mam nikogo.

Nawet dzisiaj kiedy siedziałam po szczepionce ( w końcu za mną), była tam jakaś dziewczyna i chłopak i oni tak po prostu normalnie ze sobą flirtowali, ja obok i moja matka. Ja NIGDY czegoś takiego nie doświadczyłam, a mam 25 lat, nawet koleżeńskie rozmowy mogę policzyć na palcach.

Podczas całej pracy z psycholog ona mi powtarzała, że to przyjdzie u mnie z czasem. Tak bardzo uwolniłam się od ED, tak bardzo czekałam na te kontakty towarzyskie, znajomych, w końcu sama zaczęłam wychodzić na przeciw i zawsze zostaję sama i z niczym.

Dlatego też ostatnio moje ed znowu mocno się rozbudziły. Czytam składy, analizuję etykiety, w sumie olewam w miarę kalorie, tylko wybieram te najmniej kaloryczne, jem zdrowo i jestem z tego mega dumna, bo to jak jem teraz to jest o ponad 50% zdrowiej i czyściej niż chociażby w marcu tego roku.

Trzymajcie się.