Ariana | Blogger | X X
  • Liczba postów
  • Liczba komentarzy
  • Wyświetlenia

Obserwuj!

Twój tekst


4.7.21

04/07/21

12:42

 W sumie od końcówki maja mam -2kg. Wczoraj zobaczyłam już nawet 53,9, ale dzisiaju znowu 54,5.

Na razie podchodzę do tego bez spiny, bo nie o kilogramy mi tutaj chodzi tylko o moją psychikę, ale już gdzieś tam głęboko czuję tę presję sama od siebie. I na pewno muszę przestać ważyć się codziennie bo do tego nie chcę wracać choćby nie wiem co. 

Wstałam przed 7:00, jest 12:39, a ja jestem na jednej kawie z mlekiem, 40 minutach treningu z gumami, 40 min hula-hop i w sumie to nie bardzo jestem głodna. No słabo. Za to wieczorem będę i też nie fajnie. Lepiej byłoby na odrót. 

Coraz częściej myślę o przebiciu jednego ucha w conajmniej 4 miejsach. Bo standardowe kolczyki jakoś nigdy mi się nie podobały. Byłaby to duża zmiana, bo nigdy nie miałam kolczyków. Może najpierw zrobię to ombre, a potem to ucho. Hmm.

Pogubiłam się w tym wszystkim trochę.

Muszę znowu wiedzieć czego chcę.

1.7.21

01/07/21

 18:15

Post na szybko. Skończyłam o 16:00, dopiero co weszłam do domu i padam, ale chcę dzisiaj jeszcze poćwiczyć. 

W pracy wróciłam na poprzedni dział i po prostu sama mam nauczkę. Zaraz po przeniesiniu na inny płakałam, że ja chcę wracać i to serio mocno o tym mówiłam samej górze. Po 4 miesiącach stwierdzam, że to była dla mnie najlepsza opcja, a ja sama ją sobie sprzątnęłam sprzed nosa. No nic, teraz już tego nie odkręcę, ale mam nauczkę, żeby zawsze trochę poczekać i rozeznać się w sytuacji.

Na poprzednim dziale było mi lepiej, bo tam kompletnie nie miałam presji odchudzania. Tutaj mam do czynienia z jedzeniem i sama jestem przerażona, że wystarczyły dwa dni i wszystkie moje chorobowe nawyki wróciły ot tak i S Ą. (obserwacja innych sylwetek, tego co jedzą, czy jedzą, jak jedzą- to jest Jej królestwo, a moja głowa wariuje)

W dodatku na tym dziale szefowa strasznie mi matkuje, serio. Moja własna matka mi tak w całym moim życiu nie matkowała i niańczyła jak ona. Po tym jak na poprzednim dziale miałam z kierwniczką naprawdę super relacje, po prostu normalne na linii pracownik-kierownik tutaj się po prostu duszę. I to jest chyba najgorsze. Muszę coś wymyślić.

I na obecnym dziale, na który wróciłam panuje ten wyścig na odchudzanie. Ciągle mówi się gdzieś tam o tym, prędzej czy później. Nawet jeśli nie mówią bezpośrednio do mnie (a mówią bardzo często) to i tak słuchając tego podświadomie nakręcam się na rywalizację, bo chcę utrzymać moją najchudszą pozycję. I choćbym zaklinała rzeczywistość nie umiem się z tego wyplątać.

Jestem tysiąc razy bardziej zmęczona po tych dwóch dniach tu niż po 4 miesiąch tam, a fizycznie jest tam o wiele ciężej. 

Z jedzeniem jest w miarę ok- ale jak wyżej, nie na długo.

Mam duży problem z jedzeniem wieczorami i to syfu. Serio jakoś mam te myśli i rano i po południu i przed południem, ale nic mnie to nie obchodzi, ale wieczorem? Jak świąd! I ostatnio mocno przegrywam. I wieczorem zjem za dużo i syf, rano nie mogę zmieścić śniadania i koło się zamyka. Pomocy?

Z wydawaniem pieniędzy tragedia. Tutaj jest największy problem. Kilka dni temu dałam kasę na kupno pralki, teraz jeszcze drzwi bo nie wiem czy się nawet jutro nie rozwalą. I tak, drzwi też kupuję tylko ja. Tak to jest jak matka nie chce zmienić pracy, chociaż pracuje tam prawieże za darmo, ale to temat rzeka. 

Zrobiłam ten habit tracker, ale sęk w tym, że ja nienawidzę takiego malowania i tego typu rzeczy. Nie wiem, może po prostu zacznę sobie normalnie zapisywać ile wydaje codziennie na rzeczy zbędne i to jakoś pomoże? Przerasta mnie i to bardzo. To jest jeszcze gorsze niż to wieczorne jedzenie. Wychodzę ze sklepu i dopiero mnie olśniewa, że po co mi to? Przecież mogę kupić to przez internet, ale w trakcie to jest jakaś mania. 

I pochwalę się, że wczoraj skończyłam ćwiczyć 10 dni pod rząd- czyli tak jak sobie założyłam! Chociaż duma dalej mnie boli, że ćwiczę zestawy dla początkujących, a nie zaawansowanych jak dawniej, ale lepiej tak i codziennie niż raz zzawansowane i tydzień przerwy XD.

Teraz planuję ćwiczyć miesiąc x5 na tydzień.

Mam nadzieję, że u Was lepiej i że w weekend uda mi się u Was pokomentować, bo czytam regularnie. 


24.6.21

25/06/21

 07:04

Mam świadomość tego, że przytyłam +4kg w skali roku, kiedy rok temu to wszystko zaczynałam, byłam tego świadoma, ale i tak nie roumiem po co się komuś wpierdalać w czyjeś życie.

Wczoraj w pracy usłyszałam od dwóch osób z którymi dawniej ścigałam się na odchudzanie, że ''dlaczego nie ściągam kamizelki w pracy skoro jest tak gorąco'' i w podtekście były to takie podśmiechujki, że przytyłam. XDD 

Po pierwsze to chodzę w tej kamizelce, bo jest na innym dziale i kiedy chodziłam bez po prostu przewiało mnie od chłodni, a po co mam siedzieć non stop na l4? Ale po co mam się komuś z czegokolwiek tłumaczyć?

Po drugie, dwie idiotki nie wzięły pod uwagę, że jak schudnę te 4 kg i więcej to znowu będę najchudsza. Ale szczerze mówiąc już chyba za stara jestem na te ich chore zawody ze mną o najchudszą sylwetkę. Ja i tak schudnę, ale dla siebie, zdrowo i na stałe. A nie szybko, prawie przy tym umierając. Jak to było dawniej.

Zła wiadomość jest taka, że od lipca będę z nimi znowu na dziale, bo brakuje tam osób. Poza tym sytuacja w pracy jest boska. Jestem takim człowiekiem, który pójdzie wszędzie gdzie są jakieś braki. Będę mieć zmiany na środki i w dalszym ciągu będę pracować na kilku działach, tylko glównie tam. Aż sama jestem w szoku, bo dostałam WSZYSTKO o czym mówiłam i czego chciałam. Oby tylko inni się nie dowiedzili, bo ich zawiść mnie zabije XD

Na początku spanikowałam, że znowu będę z nimi i rzucę się w wir głodwek byle szybciej, ale teraz myślę, że co mnie to obchodzi, ich obsesja na moim punkcie to nie mój problem, elo.

I serio jedna z nich po tym jak zmieniłam fryzurę i czeszę się kompletnie inaczej, też tak zaczęła się czesać. Zignoroiwałam to jak wszystkie takie akcje XD a wczoraj ona do mnie, że ''ja też się uczesałam tak jak Ty'' no błagam Was, macie teraz challange, żeby się nie zaśmiać XDD

Druga z nich to jest ta która mi tak zaglądała do kanapek i pojemników z żarciem jeśli pamięacie wcześniejsze wpisy.

Oby to był tylko miesiąc. Trzymajcie kciuki!

Z fajnych wiadomości to reguralnie ćwiczę już tydzień! Jeszcze 3 dni do założonych 10-ciu!  A potem chyba znowu 10 dni?

Przedwczoraj dostałam okres, wczoraj kiedy mi to gadały czułam się tak spuchnięta, że masakra. I tutaj mam pytanie. Prawie wcale nie jem nabiału, nie jem mięsa, strączki działają na mnie bardzo dobrze i nie miałam z nimi problemu. Skoro odstawiłam nabiał, to dlaczego w dlaszym ciągu mam problem z puchnięciem i zaytrzymaną wodą podczas okresu? Piję też ok 2/3 litry wody+kawy. Najlepiej żeby tego okresu wcale nie było!

Waga z dziś i z wczoraj 54,5 kg.

20.6.21

20/06/21

 17:05

1. pół melona żółtego + smoothie z 1 banana, 1/4 jogurtu vege, truskawki 4x garść
2. pół woreczka kaszy ze strączkami+pół tofu wędzonego+ surówka x3 łyżki + kalafior pół+ 2 śliwki
3.2 kostki gorzkiej 90%+ pół batona w czekoladzie od lewej z pomarańczą+ 3 łyżki sałatki z majonezem+ czerścnie x4 garść
I jedno wyplute ciastko nie vege i 2 wyrzocone!!

Pewnie coś jeszcze wpadnie, ale oby nie.

Waga z dzisiaj 55,5 kg, bo wczoraj na noc podjadałam. Czuję się obrzydliwie w tym ciele.

17.6.21

17/06/21

20:11

 1.Owsianka z płatków owsianych na mleku owsianym z garścią orzechów, bananem, truskawkami, chia i siemie lniane.

2. 2 kromki razowego z awoado i papryką+ 2 i 3/4 paczuszki ciastek sante wegańskich, bez oleju palmowego i cukru

3. mus

4. mniej niż pół cukinii, pół puszki kukrydzy, pół puszki soczewicy zielonej, 1/4 papryki, pół puszki mleczka kosowego, wege kostka rosołowa i woda + przyprawy. Miała wyjść zupa, ale przyprawiłam targicznie i nie dało się tego zjeść i zjadłam pół miseczki.

5. 2x banan, 6 małych brzoskwiń ufo, połowa z połowy wege jogurtu sojowego, siemie lniane złote

3x kawa na owsianym 

Ciągło mnie na batona czekoladowego i ciastka, ale nie ruszyłam.

Nie mam siły na ćwiczenia, kroki od 8 tys i hulahop ok 1,5h.

16.6.21

16/06/21

 18:35

Posty miały być częściej, a wyszło jak zwykle, ech. Tak samo jak miałam oszczędzać, dalej wydaję kasę codziennie i to nie mało.

W pracy jak na razie wow, jest bardzo ok. Oby to się bardziej unormowało, bo jak jest za dobrze to zawsze pierdolnie. Jak zwykle utrzymać środek to dla mnie mission impossible.

Wkręciłam się w BTS na maxa, ale nie żałuję. Mega mnie to odstrsowuje, moja motywacja do dalszej nauki angielskiego jest tak wysoka jak nie była od dobrych dziesięciu lat. Znaczy głównie powtórka gramtyki pod kątem pisania i słownictwo od c1, bo tak to ogarnięte i mega dumna jestem z tego, bo wypracowałam to sama po skończeniu średniej.

Trwa Euro2020 i stara miłość nie rdzewieje. Nie umiem przejść obok tego obojętnie. Od zawsze kochałam kibicować i nawet moje ed nie są w stanie nic z tym zrobić.

Co do ed, to myślę, że 3/4 drogi już za mną. W sumie mój główny problem to jedzenie kiedy jestem sama, bo po co jeść cokolwiek w samotności jak można przy kimś? Nie mam już problemu z jedzeniem przy kimś, ale jak ogarnąć tamto? Macie jakieś rady? Bo pewnie nie jestem w tym sama.

A, po prawie 5 latach bez mięsa, 2 latach bez mleka krowiego, odstawiłam jogurty naturalne krowie i jem tylko te sojowe. Na razie zostawiam mozarelle i fete. W sumie jest całkiem ok, czasami mam tylko wpadki na te mleczne. Serio chcę iść w ten weganizm całą sobą, ale ptrzerażają mnie tę węgle tam i to, że przytyję.

Ćwiczę też min 3 razy w tygodniu ale po 15/20 min coś dla początkujących. A jeszcze 3 lata temu ćwiczyłam po 2h dziennie dla zaawansowanych. Nic mnie nie boli tak jak moja duma w tym momencie, że tak się zapuściłam.

Psychicznie siadam, bo niby wchodzę w ciuchy 36, ale są opięte i to widać. To lato będzie jednym  z najciężyszch.

Ostatnio ważyłam się chyba z tydzień temu? I było 55,1kg. Przerażające. Tęsknie za moimi 51kg na które tak narzekałam, bo nie chciały drgnąć w dół. 

Wydawanie kasy w dalszym ciągu jest największym problemem. 

10.6.21

10/06/21

 15:56

Przyszłam z pracy, a tam łazienka zajęta i nawet nie mam jak się ogarnąć, ech. No nic nie zrobię, ale jak mnie takie coś denerwuje. Źle trafiłam i tyle.

Strasznie mi smutno, bo 11-13.06 w największym mieście w moim wojewódzctwie jest festiwal książki, na której będzie Remigiusz Mróz. I smutno mi bo nie mam z kim pojechać, a sama to za słabo jeżdżę autem i też tak nie fajnie. :( Do tego też z kasą nie jest za dobrze, a paliwo i pewnie coś na miejscu też kosztuje. 

Muszę się na serio skupić na oszczędzaniu. Dzisiaj znowu wydałam 20 zł na ciastka- jedne dla mnie, a drugie do domu dla innych, w poniedziałek na zakupach ponad 200. We wtorek 30 zł nawet już nie pamiętam na co. I serio nie ma dnia, żebym nie wydała ani złotówki tak jak dawniej. Serio muszę przestać wydawać na takie pierdoły! Najciężej będzie z kosmetykami :( Często sobie kupuję coś małego,a  wiadomo ile to kosztuje. XD 4 lata temu nie wydawałam ani złotówki tylko to co potrzebne, ale w tedy z dietą szłam pięknie. Mniej niż 1000, ćiczenia i kroki. I nie wiem, u mnie się zawsze taka fajna dieta łączy z oszczędzaniem, więc same plusy.

Strasznie żałuję, że nie wykupiłam sobie tego Mustera od BTS może i wydałabym te ponad 300 na bilet na wydarzenie 2-dniowe online, ale zawsze coś fajnego, ech.

Na razie skupiam się na regularnyach posiłkach. Potem może dopiszę co zjadłam.

Wczoraj po długiej przerwie ćwiczyłam 30 min i dzisiaj też nie mogę odpuścić.

Miłego dnia.