Waga? Znienawidzona.
Minimum 5kg w dół, bo nie wiem co zrobię.
Wiem, że powinnam trzymać się minimum 1800, żeby nie rozwalić metabolizmu, ale aż mnie odrzuca kiedy patrzę na to żarcie.
Ciężko jest ostatnio.
Waga? Znienawidzona.
Minimum 5kg w dół, bo nie wiem co zrobię.
Wiem, że powinnam trzymać się minimum 1800, żeby nie rozwalić metabolizmu, ale aż mnie odrzuca kiedy patrzę na to żarcie.
Ciężko jest ostatnio.
Chcę wyrobić sobie nawyk pisania na blogu wieczorami zamiast z rana.
Oby to był dobry dzień w pracy. Do wieczora!
___
Chodzi za mną zmiana szablonu i najchętniej znowu wróciłabym do jakiegoś z czarnym. Pewnie zniam się za to zabiorę to zejdzie z miesiąc.
Po 6 dniach jutro nareszcie wolne! Padam już szczerze mówią. Szkoda, że nie udało mi się dzisiaj po pracy posprzątać, ale za to zrobiłam dwa treningi po 20 minut, co łącznie daje ok 40 min! Nie jest źle.
Paradoksalnie nigdy nie miałam problemów z treningami. Kiedy zaglądam na starego bloga, to naprawdę nie wiem skąd ja brałam siłę na taką masę ćwiczeń, wow! Niestety strasznie cięzko mi wrócić do mojego danwego poziomu. Dochodzą też inne czynniki- ale o tym innym razem.
Zjadłam przed chwilą garść żurawiny suszonej i dwie małe garści orzechów, zła jestem na siebie. Tym bardziej o takiej porze!! Jutro musi być lepiej!
Nie mam pojęcia ile ważę. Planuję zważyć się ok 15/16 maja. Wizualnie wydaje mi się, że schudłam. Obojczyki bardziej mi wystają, brzuch jest lepiej zarysowany, a pasek muszę zapinać o wiele dalej niż przedtem. Z jednej strony strasznie korci mnie waga, ale z drugiej po prostu się boję.
Zła jestem o te orzechy, ech!
Mam nadzieję, że u Was było dzisiaj lepiej.
Trzymajcie się.
Ktoś tu jeszcze o mnie pamięta?
Chyba czas wrócić.
Każdy prędzej czy później zawsze tutaj wraca.
6:59
Niedługo jadę odbrać auto. Jestem spłukana, oficjalnie odkładam matmę i maturę na czas nieokreślony, aż sytuacja finansowa się poprawi. Skupiam sie teraz na nauce angielskiego i jeszcze jednego języka obcego. Nie mam wyjścia.
Matka wczoraj zrobiła racuchy i nie wiem co mi odwaliło, ale wieczorem zjadłam dwa i rano pół. Resztę wyrzuciłam, jak ja kiedykolwiek mogłam jeść cokolwiek przygotowanego przez nią?! Przecież to ocieka tłuszczem!! Obrzydliwe!!!
Wczoraj zrobiłam dwa treningi i dzisiaj muszę zrobić chociaż jeden. Przynajmniej będę mogła na spokojnie chudnąć. Nie ważę się ostatnio. Może zważę się w środę, może. Niby czuję, że schudłam, ale boję się, że waga niczego nie pokaże.
Kończę kawę i biorę się za ćwiczenia.
19:48
Jestem ostatnio w strasznym zawieszeniu, bo kompletnie nie wiem co robić dalej.
Miałam podjąć decyzję co dalej z maturą i matematyką do końca września, ale w tym miesiącu wyskoczyło mi tyle wyadtków, że ostatecznie dałam znać korepetytorce, że daję sobie jeszcze październik na zastanowienie.
Co do matury, to złożyłam już wszystkie papiery, deklarację mam złożoną jako ostateczną, mam kupione wszystkie książki do całej matury, sytuacja z korepetycjami z matmetyki jest jasna. Na dniach będę też szukać korepetycji z angielskiego.
Z drugiej strony jak grom z jasnego nieba zaliczyłam już naprawę sprężyn od kół w aucie co wyniosło mnie ponad 500 zł i czeka mnie jeszcze konserwacja całego spodu auta przed deszczową jesienią, co wyniesie mnie co najmniej 1500 zł.. co najmniej. Do tego auto mojej matki dosłownie przecieka i ona sama nie ma za co tego naprawić, a ja nie mogę patrzeć jak to auto psuje się na moich oczach- bo ono musi działać! Nawet sobie nie wyobrażam jeździć razem z nią! Do tego kupiłam sporo sprzętów do kuchni, lodówka czeka do wymiany i co najważniejsze drzwi wejściowe do domu i to na już. Mam też do kupienia kurtkę zimową- bo po latach trzeba to w końcu wymienić, czeka mnie też wymiana garedroby, bardzo chciałabym przekłuć sobie uszy u kosmetyczki i kupić jakieś lepsze kolczyki i do tego to ombree. I mam nadzieję, że to będzie koniec tych grubszych wydatków.
I biorąc to wszystko pod uwagę naprawdę brak mi tego zaparacia do robienia tej matury, to moje marzenie, nie potrafię opisać ile to dla mnie znaczay, ale naprawdę nie mogę olać tego wszystkiego o czym napisałam i pewnie przyszłych spraw, a dzięki nie robieniu tej matury i tylko braniu lekcji języków co 2 tygodnie to wszystko byłoby do ogarnięcia.
Bo naukę języków będę kontynuowac tak czy inaczej, bardzo dużo już wypracowałam od kiedy uczę się z korepetytorami. Łatwo i szybko mi to przychodzi i wiem, że przyda mi się w przyszłości. Bo prędzej czy później wyjechać do pracy to ja będę musiła. Wątpię, żeby ktokolwiek inny z mojego otoczenia się ruszył. I dzięki temu uwolniłabym się też z tego chorego otoczenia.
Bardzo chcę tej matury, ale logika i rozum mówią mi co innego.
Co do diety to nie ma jej już od roku i na to ile i jak jem to wyglądam naprawdę szczupło. Na pewno do tego wrócę, ale na razie skupiam się na ćwiczeniach bo już od miesiąca naprawdę ćwiczę regularnie, a od 3 dni ćwiczę nawet codziennie i taki rytm chciałabym utrzymać. Zdrowe odżywienie wychodzi mi coraz lepiej, ale ja wiem, że i tak muszę schudnąć od ostrej niedowagi. Dla MOJEGO WŁASNEGO (I TYLKO MOJEGO) SZCZĘŚCIA. I zrobię to. Będę chudsza od matki, choćby nie wiem co!
W pracy jest naprawdę dobrze, czasami boję się, że mam może zbyt twardy charakter, nie lubię rozmawiać z ludźmi, ale trudno taka jestem i nie mogę się na siłę zmieniać.
W związku z tym wszystkim mam ostatnio lekki zastój, bo nie wiem co robić dalej. Biję się pomiędzy tym czego pragnę, a tym co wiem, że muszę i powinnam. Nie mam żadnego konkretnego celu i bardzo mi z tym źle.
Trzymajcie kciuki żeby dieta i odżywienie szło mi jak najzdrowiej.
Trzymajcie się!
11:45
Nie mam nawet czasu usiąść i cokolwiek napisać.
Biję się z myślami czy składać deklarację, żeby pisać maturę od nowa.. Na ten mkment bardziej skłaniam się ku temu, żeby tej deklaracji nie składać i po prostu skupić się na angielskim i matmę robić raz na tydzień na podtrzymanie. W dodatku od tego roku jest ta nowa matura, więc warto byłoby poczekać i zobaczyć co i jak i ewentualnie napisać ją w 2023. Na razie nie wiem. Mam czas do końca września. Trochę przed tym uciekam.
W pracy jest w miarę ok, daję radę chociaż jest ciężko. Gorzej z ludźmi, ja po prostu nie umiem odpuszczać, nawet w pracy. Wszystko muszę mieć zrobione od a do z. Wiem, że więcej mi za to nie zapłacą, ale na ten moment nie umiem odpuścić.
Co do wagi to osiągnęłam zatrważający wynik 59,6 kg. Aktualnie jest 58,1 kg. I nie mogę się doczekać 57kg oby jak najszybciej.
Jem 4 posiłki dziennie, nie liczę kalorii, są to duże posiłki. Ćwiczę po 30 min codziennie(!) i standardowo hulahop ok 40 min. Mam nadzieję, że coś zleci. Musi!
Bo przy wadze 59,6 prawie 60kg! Brr! Dosłownie czuję jak moje ruchy w ciele są ograniczone i naprawdę tęsknie za moją starą wagą. No nic, musi być tylko lepiej.
Tyle jeśli chodzi o te najważniejsze sprawy.
7:26
Ciągle myślę o dalszym robieniu tej matury. Myślę o tym w kategorii marzenia, spełnienia i celu i tej pustki którą się czuję, bo czegoś Ci brak. Racjonalnie wiem, że podjęłam dla mnie bolesną, ale dobrą decyzję z zawieszeniem tego na czas nieokreślony.
To co mnie boli to to, że kiedy wciąż mówię do matki o tym, że raczej z tego zrezygnuje ona mówi do mnie: ''rób jak chcesz, nie moja sprawa.'' Czyli standardowa wyjebka, tak jak całe życie, ale.. jej mowa ciała, samo zacisaknie szczęki itp jasno wskazują na to, że ona nie chce żebym ja to kontynowała! Bo chodzi o pieniądze, bo tutaj mówi ''rób jak chesz z maturą'', a za chwilę jęczy o tym, że lodówka i drzwi do wymiany. Przecież ja o tym doskonale wiem! Naprawdę nie potrzeba mi tego tysiąc razy powtarzać. To ja się dokładłam do jej auta, to ja dałam więcej kasy na kupno nowej pralki i pewnie to ja dam więcej kasy na nową lodówkę i drzwi (oby tylko nie całość). Bo ona nie zmieni tej swojej cholernej pracy, gdzie gówno jej płacą. Bo za bardzo się boi, bo trzeba mieć choć krztę pewności siebie i swoich umiejętności, zeby się na taki krok zdecydować.
Przeraża mnie to jak ja mogłam przez tyle lat ją podziwiać i jeszcze jej bronić. Skoro ona i tak jest broniona przez wszystkich. Jak mogłam żyć z takimi klapkami na oczach?
I dokskonale wiem, że ona poczuje ulgę i może radość, kiedy w końcu się dowie, że nie będę kontunować nauki. Nasuwa mi się tylko jedno. Szmata!
I tak jestem pewna, że ona też ma ed. Jakiś czas temu przytyła i wyglądała tak jak większość kobiet w mojej rodzinie. Teraz znowu schudła. Nie chce mi się na razie tego opisywać jak ona je i całej tej otoczki, może kiedyś. I mam taką motywację, żeby być jeszcze chudszą od niej! Chociaż racjonalnie wiem, że to ja jestem zgrabniejsza, ale nie chudsza. Spoko, będę. Mam teraz- dzięki niej czas. Jeśli schudnę do mojej starej wagi, ona znowu będzie płakać. Teraz już wiem, że to nie łzy troski, a zazdrości. W żadną troskę z jej strony już nie uwierzę. Ona jest w ogóle do tego zdolna?
Moja jedna koleżanka też jest aktualnie na diecie pudełkowej 1500 kcal, ja niedługo zacznę, więc G. pewnie pójdzie za mną. I w sumie spoko.
Kiedyś chyba Panna A. poruszyła temat zapalników na napad. I u mnie są to definitywnie rurki z kremem. Wstyd, ale to właśnie zawsze rujnuje moją dietę. Cała reszta może nie istnieć. Ma ktoś z Was może jakiś sposób jak się ich konkretnie pozbyć? Sama myślę, że to dlatego, że być może jem zbyt mało tłuszczy. Od lat nie jem mięsa, a smażyć na oleju, dodwać zdrowych tłuszczy do surówek itp też się po prostu panicznie boję, czystego masła nie tykam, ze względu na ten tłuszcz. A te rurki z kremem mają bardzo wyskoą zawrtość tłuszczy. I wiem, że to bez sensu, że boję się samego masła w kostce, ale rurek z kremem gdzie to masło też jest już nie, ale tak jest. Jak mogłabym zerwać z tymi cholernymi rurakmi? Bo ja już tracę nadzieję.
Zaraz muszę dzwonić do pracy i prosić o zmianę grafiku, a potem na 15:00. I całe szczęście, przynajmniej tyle spokoju dla mnie.
Trzymajcie się!
*już mi trochę lepiej po ten notce, gdzie wylałam swoją wściekłość.
PS.: wie ktoraś z Was co z Olcią? Olcia jeśli to czytasz, to strasznie mi tęskno za Twoimi wpisami!